2024 - 2025

Hanna Bylka-Kanecka, Powtórz i transformuj, teraz

24/02/2023


24/02/2023


Przyszłość

Moje myślenie o przyszłości jest nierozerwalnie związane z refleksją o przeszłości i teraźniejszości. Przywołanie mentalnego obrazu którejkolwiek z nich uruchamia dwie pozostałe. Widzę je jak warstwy stworzone z półprzezroczystego materiału, gdzie kolory monumentalnie trwają w przestrzeni, nadając jej pozór klarowności kierunków. Trochę jak w scenografii Alicji Bielawskiej do naszego spektaklu „Gdzie kształty mają szyje”. Czasem przenikają się, tworząc nowy odcień, czasem gradientem, stopniowo przechodzą w kolejny, czasem jakiś wątek się kończy, by powrócić w odmiennym, niespodziewanym, oderwanym od świadomej kontynuacji kontekście i miejscu. Innym jeszcze obrazem mogłaby być nieregularna i rozczłonkowana linia, kapryśna i dynamiczna spirala. Znowu, z intencją kierunku, ale w nieoczywisty sposób jednostronnego, bardziej posiadająca siłę wektorową, którą może rozsadzać strukturę, przyjmując różne kształty, wielkości i rytmy.

Tak samo myślę o przyszłości-teraźniejszości-przeszłości tańca oraz choreografii dla dzieci i rodzin. Możemy bowiem wyodrębnić historyczne fakty świadczące o dynamicznym rozwoju tego obszaru w ostatnich latach zarówno w Polsce, jak i na świecie. W 2019 roku w Gdańsku miała miejsce historyczna, pierwsza (i dotychczas jedyna) dziecięca odsłona Polskiej Platformy Tańca – Mała Platforma. W 2020 dziesięciolecie obchodził pionierski na skalę Polski poznański program Roztańczone Rodziny. W marcu 2022 roku odbyła się organizowana przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca dwudniowa międzynarodowa konferencja „Taniec w edukacji a rozwój człowieka”, której celem było budowanie podwalin pod wytyczne ministerialne w kontekście planów wprowadzenia przedmiotu „taniec” do edukacji powszechnej. We wrześniu zaś pierwszą edycję miał łódzki festiwal „MATERIA I FOREMKA” w całości poświęcony polskiej choreografii dla dzieci i rodzin. W kontekście światowym natomiast rozwój i widzialność tego obszaru na pewno wzmocni powołana w 2020 roku najmłodsza z sieci ASSITEJ International – Young Dance Network, która stymuluje wymianę środowiskową i głęboką dyskusję na temat tańca dla dzieci podczas ważnych, międzynarodowych imprez oraz jest ważnym zaczynem popularyzacji tańca i choreografii dla dzieci na świecie. W sąsiednich Niemczech, w ramach inicjatywy „Offensive Tanz” odbyły się w ostatnim roku dwa ważne seminaria „Futur Tanz” w całości poświęcone rozmowom o przyszłości tańca i choreografii dla dzieci.

Próbując prognozować przyszłość w kategorii faktów, w kolejnych latach spodziewam się znacznego wzrostu liczby produkcji tanecznych dla dzieci, coraz mocniejszych ram administracyjnych umożliwiających twórczyniom i twórcom działalność, a adresatkom i adresatom uczestnictwo w wydarzeniach tanecznych, wzrostu popularności spektakli tanecznych dla rodzin, wprowadzenia przedmiotu „taniec” do szkół powszechnych w krajach, w których pozwala na to prawo (a w Polsce już pozwala), oraz większej liczby tekstów krytycznych i naukowych badających tę dziedzinę sztuki. Zakładam też (albo po prostu mam taką nadzieję), że doprowadzi to do większego środowiskowego rozpoznania potencjału tańca w pracy z dziećmi i dla dzieci, a także częstszych okazji do interdyscyplinarnych spotkań, w których głos ekspertek i ekspertów tańca będzie traktowany poważnie (a nie jako ciekawostka z zaświatów, spoza głównego nurtu sztuk performatywnych).

To jeśli chodzi o łatwiejszą do uchwycenia kierunkowość. Ta „łatwość”, o której wspominam, nie kojarzy się wcale z lekkością, ponieważ starania o „administracyjną” czy „świadomościową” zmianę to duża część mojej pracy i to ta, którą lubię mniej. Dotyczy ona rozpatrywania struktury zatrudnienia pozwalającej freelancerce na godne zarabianie, budowania archiwów, dbałości o promocję, obmyślania sposobów na popularyzację bliskiego mi rozumienia tańca, nieprzerwanego wynajdywania i pisania wniosków dotacyjnych i tak samo nieustannego szukania partnerów instytucjonalnych. Ten świat z jednej strony kojarzy mi się z potencjałem, niszą oraz misją, z drugiej zaś z tabelką Excela, negocjacjami i kompromisami, z zazwyczaj niesatysfakcjonującym wynagrodzeniem, z koniecznością tłumaczenia rzeczy, które wydają mi się oczywiste. Z niemocą i nadzieją jednocześnie. Sądzę, że wynika to z faktu, iż instytucje tańca w Polsce są bardzo młode i wciąż jest ich dosłownie garstka. Każda jest na wagę złota, na czele z Narodowym Instytutem Muzyki i Tańca. Siła widzialności tańca w Polsce wiąże się jednak w ogromnej mierze również z działalnością pozainstytucjonalną, która (choć często bardzo witalna) obarczona jest ciągłymi, wyczerpującymi staraniami o środki i możliwości pracy. W tym kontekście nieustannie dziwię się, że polski taniec eksperymentalny wciąż nie ma swojej instytucji albo chociaż miejsca, które by go programowo wspierało. Taką – nieistniejącą już – przestrzeń w poznańskim Starym Browarze przez piętnaście tworzyła Joanna Leśnierowska wraz zespołem Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk. Dzięki temu miejscu zaczęłam profesjonalnie zajmować się tańcem i choreografią. Tam poznałyśmy się z Olą Bożek-Muszyńską i spotkałyśmy naszą pierwszą mentorkę Daliję Aćin Thelander. Tam zaczął się Holobiont. Być może wydawało mi się, że ASF będzie wieczne. Może potrzeba czasu, żeby przeżyć tę utratę, poczuć jej konsekwencje i z tego miejsca pomyśleć, co dalej. W każdym razie mam nadzieję, że doczekamy się kiedyś w Polsce innej, równie wyrazistej merytorycznie i mocnej finansowo jednostki dedykowanej popularyzacji tańca eksperymentalnego, także tego dla dzieci i rodzin.

Inspirującą, skomplikowaną oraz najprzyjemniejszą częścią mojej pracy jest artystyczny namysł nad tym, co przed i poza kierunkiem w kontekście dzieciństwa, rodzicielstwa, opieki, rośnięcia w świecie i różnych systemach. Wciąż otwarte pytanie o sposoby powstawania struktur i odbite w nich hierarchie, władza, pragnienia, bezbronność, zależność, opieka – cała mieszanka budująca myślenie o polityczności. Jeśli bowiem potraktujemy polityczność jako kategorię mówiącą o właściwościach różnych struktur, czy inaczej: jako wgląd w konstrukcję lub metapoziom rozmaitych zjawisk (a takie właśnie jej rozumienie jest mi bliskie), to zobaczymy, że właśnie na rodzinę można spojrzeć jak na siłę matrycową. Sądzę, że doświadczenia prenatalne i wczesnodziecięce mają największy wpływ na kształtujące się u dzieci i później manifestujące się w dorosłości postawy oraz wybory. Ludzkie noworodki potrzebują najwięcej czasu do osiągnięcia samodzielności spośród wszystkich ssaków. W rodzinie uczymy się wzorców opieki, ale także modelów władzy, do których będziemy (w różny sposób) odnosić się przez całe późniejsze życie. W tym sensie uważam też, że rodziny z małymi dziećmi mają potencjał subwersywny – ta powtarzająca się sytuacja opieki, zależności, władzy, negocjacji jest punktem, w którym w konkretnej czasoprzestrzeni i z konkretnymi ludźmi mogą ulec naprawie czy po prostu zmianie dotychczasowe struktury. Co więcej, doświadczenie wczesnodziecięcego „układania” świata jest uniwersalne, ponieważ każda osoba jako małe dziecko wzrasta otoczona jakimiś osobami dorosłymi, inaczej by po prostu nie przeżyła. Fascynuje mnie również to, że ów proces nie jest jednostronny. Wraz z pojawieniem się dziecka rodzice czy osoby się nim opiekujące mają szansę (czytaj: czasem mierzą się ze zgrozą) ponownego przeżycia relacji, w której dziecko pozostaje całkowicie zależne od osoby dorosłej, która przecież była kiedyś dzieckiem w podobnie zależnej relacji ze swoimi opiekun(k)ami. Ten najwcześniejszy okres dzieciństwa, kulturowo chętnie ubierany w słodkość nad słodkościami, jest newralgiczny w przypadku kształtowania się wzorów relacji, ale też niezwykle cenny w kontekście obserwowania i uzmysławiania sobie powiązań między opieką a władzą. To, co obserwujemy w oświetlonych, sterylnie sformalizowanych politykach rządów, ma korzenie w ciemniejszym i dużo brudniejszym zaułku wczesnego dzieciństwa i macierzyństwa/rodzicielstwa.

Moją ulubioną metaforą w myśleniu o rodzinie jest jedno z zadań choreograficznych, których używa australijska tancerka i improwizatorka Rosalind Crisp: „repeat and transform”. Zachęcam was do zabawy ruchowej nim inspirowanej. Znajdź kawałek przestrzeni i czasu. Możesz zamknąć na chwilę oczy. Poczuj swoje serce, oddech, skórę i to, z czym ma kontakt, kości, punkty styczności z podłogą, sposoby, w jaki trzymasz i oddajesz ciężar. Gdy będziesz gotowa/gotowy, zacznij się swobodnie poruszać, w sposób, który przychodzi ci do ciała. Obojętnie jak. Następnie weź z tego jeden ruch, może być malutki, zwyczajny, niepozorny, może być jaki tylko chcesz, to jest dla ciebie i wobec ciebie. Zacznij go powtarzać i transformować. Daj temu czas. I obserwuj. Co powtarzam? Jak to rozpoznać i uchwycić – słowem, odczuciem, pamięcią, gestem, wibracją? W jakim momencie, po jakim czasie, w jakim rytmie i jakim sposobem transformuję to coś? I co z tego wychodzi i gdzie dalej płynie? I jak na to reaguje środowisko, w którym jestem zanurzona/zanurzony?

Co i jak powtarzam z tego, co znam z domu rodzinnego? Co i jak transformuję? Jak głęboko mogę to rozpoznać? Co mogę z tą wiedzą zrobić? Podczas pisania tego tekstu wielokrotnie wraca do mnie cielesne wspomnienie czasu, gdy po raz pierwszy byłam w ciąży i pierwszy raz zostałam mamą. Pamiętam doskonale uczucie po pierwszym porodzie. Krwawe, najdelikatniejsze i najdonioślejsze. Owo empiryczne olśnienie (które na poziomie kognitywnym nie było niczym nowym), że to właśnie tu się wszystko zaczyna. Zaczyna się życie dziecka, którego jestem mamą. Początek człowieka, które już na zawsze będzie miało komórkową pamięć mojego zapachu, smaku mojego mleka, dotyku. Pamięć tego, co robiłam, co czułam, tego kim i z kim byłam podczas ciąży. Ale też pamięć ciała moich przodków, mojego taty i mamy, w brzuchu której uformowały się moje komórki jajowe, żeby po latach z udziałem jednej z nich powstała moja córka. Holobiont. Ciało w ciele, życie w życiu. Ciału nic nie umknie. Żyjemy poprzez ciało. Żyjemy ciałem. Mózg jest jednym z mokrych organów. Człowiek zwany dzieckiem nie jest wcieloną przyszłością. Był, jest i będzie cieleśnie, w świecie. Zaczęłam to rozumieć i czuć dzięki doświadczeniu ciąży, porodu i pojawieniu się na świecie mojej córki. O tym wszystkim zapomniałam na wiele lat, wzrastając w tej kulturze, w tych szkołach i uniwersytetach, w tej rodzinie, w tej „ja”. „Repeat and transform”.

Docenienie wagi okresu wczesnego dzieciństwa dla dziecka, ale też dla jego opiekunek i opiekunów jest moją największą motywacją do pracy artystycznej i dbałości o program Roztańczone Rodziny. Wraz z Olą Bożek-Muszyńską tworzymy w ramach kolektywu Holobiont interaktywne spektakle taneczne dla rodzin z małymi dziećmi. To mój sposób na sprawdzanie i zastanawianie się nad systemami, konwencjami oraz układami władzy i relacji zachodzącymi zarówno w rodzinie, jak i podczas wydarzenia performatywnego. Szukamy sposobów na komponowanie spektakli angażujących całą rodzinę. Jak w ramach wydarzenia scenicznego uruchomić (także w literalnym znaczeniu tego słowa) publiczność? Obserwujemy, wymyślamy, proponujemy i rozmawiamy. Jedną z najbardziej wzruszających informacji zwrotnych dostałyśmy po piankowym spektaklu „DOoKOŁA”. Ojciec dziewczynki (którego pamiętałam z przebiegu, bo wydawało mi się, że był bardzo niezadowolony i wycofany) napisał nam, że podczas spektaklu poczuł, iż zabrakło mu czasu, aby przenieść się uwagą z pracy do bycia w pełni i przeżywania czegoś wspólnie z dzieckiem. Czytając tę wiadomość, popłakałam się z ulgi: nie jestem osamotniona w poczuciu, że coś w naszej kulturze zawodzi w kwestiach obejmowania rodzicielstwa i wczesnego dzieciństwa.

Zaczęłam szukać sposobów na częstsze poczucie tej ulgi i trafiłam na pogłębiony trening dedykowany pracy z dziećmi w berlińskiej Somatische Akademie. W ten sposób najciekawszym nurtem w myśleniu o tańcu i choreografii dla rodzin stały się dla mnie praktyki somatyczne. Somatyczne, czyli takie, które patrzą na człowieka holistycznie, obejmujące ciało – umysł, na przykład metoda Feldenkraisa i Body-Mind Centering®. W obu tych przypadkach założenia w dużej mierze oparte są na obserwacji ruchu niemowląt. W BMC® omawia się anatomiczne mechanizmy i analizuje medyczne obrazy, by potem wcielać je w improwizacji ruchowej. Towarzyszy temu duża świadomość zmian ewolucyjnych, które powtarzają się w ludzkim życiu płodowym i kształtują dziecięcy, a później dorosły ruch ludzi. W Feldenkraisie z kolei bardziej precyzyjnie określone jest, jak ruch wiąże się z układem nerwowym i jak poprzez powtarzanie małych, prostych, konkretnych sekwencji w naprzemiennym rytmie z krótkimi odpoczynkami stymuluje mózg do nauki nowych (lub starych, bo większość z nich wykonywaliśmy w czasie niemowlęcym) wzorców ruchowych. W obu metodach ważne są jednocześnie precyzja, swobodna interpretacja i przyjemność, bo tylko gdy odczuwamy tę ostatnią, uczymy się skutecznie. Z punktu widzenia dzisiejszej nauki jest to oczywiste, jednak w kontekście tradycyjnego systemu edukacji nadal jawi się jako nieodkryty i ze wszech miar niedoceniony kosmos. Przesunięcie wartościowania i nobilitacja ruchu dziecka w obu praktykach okazuje się o tyle rewolucyjna, że odwraca stary porządek tańca klasycznego, w którym „momenty zetknięcia z ziemią nie są uznawane za taniec”. Tu natomiast kontakt z podłogą jest jednym z fundamentów, bo to on ustanawia całą naszą strukturę ruchu i rozłożenia napięć. Ruch niemowląt i małych dzieci uznany zostaje za ten, który należy w sobie pielęgnować i „trenować”. Czyli mamy też odwrócenie wzoru „dziecko powtarza, co robi dorosły” na „dorosły powtarza, co robi dziecko” (i co sam kiedyś prawdopodobnie robił, ale z różnych powodów zapomniał). A dziecko nie żyje w próżni społecznej. To, jak porusza się jego otoczenie (najbliższe osoby), ale też jak jest ono przez nie stymulowane (np. jak podnoszone, czy ma okazję ćwiczyć pełzanie, jak jest karmione, jak jest dotykane itd.), ma ogromny wpływ na jego rozwój psychomotoryczny. Moim zdaniem w tym sensie te praktyki leżą bardzo blisko zagadnień psychoanalitycznych. Uważam też, że BMC® wraz z analizą rozwoju embrionalnego jeszcze je rozszerza – początki układu pokarmowego (prajelito) powstają już w trzecim–czwartym tygodniu życia płodowego, natomiast spotkanie i relacja z piersią (tak obecne w psychoanalizie) dzieją się o wiele później. Ruchowe przechodzenie dorosłych przez embrionalne i niemowlęce wzorce ruchowe jest doświadczeniem uruchamiającym pamięć ciała. Dzięki temu możemy, jak sądzę, doświadczyć bardzo cieleśnie i konkretnie zapomnianych, fundamentalnych stanów dzieciństwa, z całym ich kolorytem.

Myśląc o przyszłości dla tańca i choreografii dla dzieci i rodzin, marzę więc o jak największej liczbie inicjatyw wychodzących od świadomości ciała. Żeby taniec w szkołach nie stał się kolejną martwą skorupą wiedzy, którą dzieci mają bezmyślnie i bezkrytycznie przyjmować w trybie „zakuć, zdać, zapomnieć” połączonym z „jeśli chcesz, by dzieci nienawidziły jakiejś książki, to dodaj ją do szkolnego kanonu lektur”. Żeby był polem zaangażowanego cieleśnie eksperymentu, który nie wyklucza przecież tradycji, historii, wiedzy faktograficznej, a nawet więcej – który ułatwia ich twórczą interpretację. Marzę o tańcu rozumianym jako haker/hakerka systemu szkolnictwa, żeby dzieci na lekcjach tańca poczuły, że mają ciała, i już nie chciały siedzieć grzecznie godzinami w ławkach, jeśli będzie to powodowało ból pleców i zamykanie klatki piersiowej. Marzę o choreografii dla rodzin, która będzie krytyczna, pytająca, poszerzająca, obejmująca i dialogiczna. Która będzie zalążkiem społecznej zmiany i politycznej refleksji.

Jestem świadoma, że to może zająć więcej niż jedno pokolenie. Ale może zaczniemy od razu, od siebie? Może, skoro w kwestii rodzicielstwa i opieki rozumiemy więcej niż nasi rodzice, a nasze dzieci i podopieczni będą umieli więcej niż my, powolutku będziemy toczyć, rozglądać się, zawracać, błądzić i próbować?

 

Tekst pochodzi z książki pt. Przyszłość. Szkice o sztuce dla dziecka”, red. A. M. Czernow, J. Żygowska, Poznań 2023

 

Zachęcamy do korzystania z materiałów Media-Biblio-teki projektu „Roztańczone Rodziny”. Jest to baza materiałów o tańcu i choreografii dla dzieci i rodzin.